sobota, 28 lutego 2015

plus fort que nous


"Jesteś dla mnie szeregiem zielonych liter dźwięczących miło, jesteś płaskim listem, który można całować nie czując nic. Twoje imię wypisane nisko przypomina sierść kota i przeciąga się podłużnie, gdy je wymawiam. Chciałabym cię dotknąć tak, jak dotykam twojego imienia. Ale boję się chwili, w której zobaczę twoje brwi i usta. Jest tyle linii uśmiercających tkliwość i tyle przyćmionych świateł nie szepczących o miłości. Chciałabym cię poznać dotykiem, chciałabym, żebyś przyszedł w nocy, pochylił się nade mną śpiącą i znowu odszedł jak księżyc. Przestałabym wpatrywać się w nieruchome okno i usnęłabym wtulona w zapach po tobie."


Halina Poświatowska



poniedziałek, 26 stycznia 2015

pożegnania



“Czym są pożegnania, przyjacielu? Jeszcze raz obejmuję spojrzeniem ściany, kolorowe kawałki płótna, wystające grzbiety książek na półce. Myślę poprzez narastający w uszach szum. Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.” 

Halina Poświatowska, Opowieść dla przyjaciela 

wtorek, 6 stycznia 2015

ścisz.to






Dopóki żyją nasze matki

Dopóki żyją nasze matki, ciągle jesteśmy dziewczynkami. 
Cóż z tego, że wielu mężczyzn odeszło, 
a nasze córki podorastały? 
Cóż z tego, że przekwitły niebieskie hiacynty, 
skoro hortensja stoi w oszałamiającej bieli, 
a kobiety na skwerze sprzedają żółte tulipany? 
Dopóki żyją nasze matki, żyją także nasze dziecięce marzenia. 
Wsiadamy na brzęczące jak ważki rowery: 

czerwone, niebieskie, pomarańczowe,
a czas rozpięty na srebrnych szprychach
niby mija kolejne ulice, ale sam siebie nie mija.
Więc jedziemy do parku popatrzeć na seledynowe drzewa,
karmimy kaczki, kupujemy karnet na pływalnię,
śnimy o morzu i o bezkresnych plażach,
wysokich górach, aby wejść na nie i tam,
w niewyobrażalnej ciszy, rozmawiać z Duchem Świata.
Możemy robić to wszystko, dopóki żyją nasze matki.
Nieważne, że ciężko im wejść po schodach,
łzawią im oczy i zawstydzone oddają nam
nieprzeczytane książki. To wszystko nas nie dotyczy.
Kupujemy im okulary, bawimy się barwą oprawek
i kształtem szkieł. Wozimy je do lekarza i czujemy strach
i urazę, że lekarstwa przestają pomagać.
Dlaczego je boli, dlaczego tak bardzo siebie bolą,
swoją starość, swoją niesprawność, swój lęk?
Usypiamy spokojne i budzimy się ufne,
dopóki żyją nasze matki.

2 kwietnia 2008
Anna Piwkowska

z tomu Farbiarka
Wydawnictwo „Znak” 2009


"Mamo, w mojej głowie gra melodia"

piątek, 2 stycznia 2015

***



***

Ostrym pocałunkiem 
Rozdzielam pustkę od pustki

Pęka lustro rzeczywistości 


Mieczysława Buczkówna 

Kocham Cię Kochanie

piątek, 30 maja 2014

korespondencja

Korespondencja pośmiertna
Otóż: w jakiś tam sposób nie byłem ci wierny;
istniał świat. A to rozprasza. Ja budziłem się
i żyłem, dotykałem, jadłem, rozmawiałem,
piłem wino i grałem w ludzkie gry, jeździłem
koleją i pozowałem do zdjęć, rozproszyłem się,
wybacz.

Otóż: w jakiś tam sposób nie byłam ci wierna,
byłam zajęta w innych miejscach, w innych
ludziach, prócz ciebie miałam pory roku,
zwierzęta, drzewa, wojny, dzieci, wielką przestrzeń
do ogarnięcia. Dopiero teraz zostanę przy tobie,
wybacz.

I teraz będzie wszystko? Nie będzie niczego.
Kapelusze i dachy, korony drzew, wieże,
drogi i tory kolejowe, rzeki - stąd widziane
rozpłyną ci się zaraz. Pozwoliłam sobie
zrobić dopisek na twojej kartce pocztowej,
wybacz.

Marcin Świetlicki
Łatwo pojawiam się, ale i znikam naprędce. 

niedziela, 18 maja 2014

Mleczna Droga

 * * *
ty miły jesteś ślepy
więc cię nie winię
ale ja miałam dwoje oczu widzących
na nic

widzącymi oczyma
nie dostrzegłam twojego serca
chwytnymi rękami
nie ujęłam

i wymknęło mi się
jak ziemia bogu
żeby zataczać się po orbitach
samotności

i stałeś się odległy
jak Mleczna Droga
widny już nocą tylko
bezsenną z chłodu


Halina Poświatowska 



poniedziałek, 5 maja 2014

Galaxie 500

Jak z baroku

W jasnym kręgu lampy ćmą jestem szarą
która odpoczywa po wypełnionych
wokół lampy lotach.
Dwa różne światła w szybie się mijają
jedno z żarówki u wezgłowia 
a drugie światło u wezgłowia świata 
blade, nie naszą zapalone ręką.
Może je widzisz także w oknie swoim
albo uśpiony o nim zapominasz.
My też mijamy się jak światła w oknie
i żadne z nas drugiego nie odbija
lecz w kwiatach, ptakach nasze jest odbicie
może w tym samym płatku albo skrzydle
nagle się nasze dwa zbiegną zdziwienia
może odwrócę głowę i wśród tłumu
nagle na twoje natknę się spojrzenie 
i tylko tyle 
a potem ćmą szarą
o szkło żarówki lub o szklaną szybę 
uderzać będę pracowitym lotem...
...a może spłonę
jak z baroku motyl

Maj, 1986
Anna Frajlich